/Libia: „Dziwna wojna” z islamistami

Libia: „Dziwna wojna” z islamistami

We wschodnim Bengazi słychać eksplozje ładunków wybuchowych, lotnisko w Trypolisie jako ostatni punkt na mapie miasta broni się przed naporem islamistów z Ansar al-Szaria i pokrewnych bojówek. W międzyczasie… sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon w sobotę 11 października przyjeżdża do stolicy tego przekształcającego się w kalifat państwa, by znaleźć drogę wyjścia z trudnej sytuacji. Czy znalazł się jednak we właściwym mieście?

Wizytę Ban Ki-moona poprzedziło wydane 26 września 2014 roku podczas 69 corocznej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ oświadczenie 40 krajów członkowskich, Unii Europejskiej oraz Unii Afrykańskiej, ostrzegające obecnych przywódców Libii przed „istotnym zagrożeniem”, jakie obecna sytuacja stwarza dla procesu demokratycznej transformacji tego kraju, a także dla stabilności w całej Afryce Północnej. W ramach nowej inicjatywy ZO ONZ, skonfliktowane opcje polityczne w Libii mają obradować przy wspólnym stole aż do wypracowania konstruktywnego rozwiązania dla kryzysu.

Kraje będące sygnatariuszami dokumentu ogłosiły jednocześnie gotowość udzielenia pomocy Libii. Spośród najbardziej znaczących należą do nich: Stany Zjednoczone, Rosja, Arabia Saudyjska, Francja, Wielka Brytania, Egipt, Katar i Turcja. Francuski minister spraw zagranicznych, Laurent Fabius, zdążył jednak wyrazić swój sceptycyzm wobec pomysłu rekoncyliacji, stwierdzając, iż takowa nie zneutralizuje Ansar al-Szaria. Zaproponował objęcie grupy rządzącej samozwańczo sporymi połaciami Libii sankcjami międzynarodowymi.

Islamiści specjalnie nie przejmują się jednak tymi zabiegami, gdyż dobra passa na froncie pozwala im pójść za ciosem i zmiażdżyć opór we wschodnim Bengazi, a tym samym – objąć pełną kontrolę nad stolicą Cyrenajki. Zapowiedzią tej inwazji miał być wczorajszy zamach; eksplozja samochodu we wschodniej części miasta spowodowała śmierć jednej osoby i odniesienie obrażeń przez drugą – podaje al-Jazeera.

Będący do niedawna siedzibą „legalnego rządu” Trypolis również znajduje się w rękach ekstremistów i ich koalicjantów. Ich panowanie nad stolicą kraju zabezpieczone jest poprzez wsparcie płynące z objętej rządami islamistów Misraty, a także z obozów ulokowanych w zachodnich górach Zintan. 6 września w Trypolisie zaprzysiężony został konkurencyjny rząd, w którym większość tek ministerialnych przypadła politykom reprezentującym opcję fundamentalistyczną. Na jego czele w roli premiera stanął Omar al-Hassi. Uznawane międzynarodowo władze przeniosły się w związku z tym do położonego na północnym wschodzie Libii miasta Tobruk.

Na południu kraju wciąż operują bojówki zwolenników poprzedniego ustroju, aktywne także m.in. w Bani Walid. Rzadziej się jednak o nich wspomina, gdyż większość uwagi przykuwają obecnie tzw. dżihadyści, przejmujący kolejne tereny, skrawek po skrawku.

W opinii oficjalnego rządu libijskiego, Ansar al-Szaria i pozostałe ugrupowania „Świtu Libii” cieszą się wsparciem zewnętrznym. W jednym rzędzie stawia on jako winnych całemu zamieszaniu takie państwa, jak Katar, Turcję i last but not least – Sudan, którego myśliwce miały przecinać libijską strefę powietrzną kilka razy w trakcie kryzysu, atakując cele rządowe. Rewelacje tego rodzaju współgrają z wcześniejszymi doniesieniami o rzekomym przemycie ton libijskich arsenałów do Sudanu z obszarów, które pozostawały poza kontrolą rządu, urzędującego wówczas jeszcze w Trypolisie. Organizatorem i pośrednikiem w tej grabieży miały być z kolei irańskie służby specjalne. Według wcześniejszych analiz, irańskie zaangażowanie wywiadowcze, datowane na 2011 rok, pozostawało w Libii bardzo silne, aż do teraz. Teheran był wrogo nastawiony do Kadafiego ze względu na zatargi sięgające wojny iracko-irańskiej i zażyłe relacje na linii Trypolis-Bagdad w czasie, gdy Irakiem rządził Saddam Husajn. Jednocześnie jednak Islamska Republika nie była zainteresowana transformacją Libii w kierunku liberalnym, tj. prozachodnim, co może tłumaczyć akcje sabotażowe – o ile rzeczywiście jesteśmy ich świadkami.

Tajemnicze ciosy nadchodzą jednak i z drugiej strony. We wrześniu br. w zajętej przez islamistów Misracie, a także w Trypolisie, dochodziło kilkakrotnie do eksplozji pocisków rakietowych znacznego tonażu o nieznanym pochodzeniu. Amerykańska dyplomacja komentując wydarzenie zasugerowała, iż mogły one zostać wystrzelone przez siły powietrzne Egiptu bądź Zjednoczonych Emiratów Arabskich, jako iż oba te kraje są bardzo niechętne ekspansji Ansar al-Szaria w Libii. Prezydent Egiptu, Abdul Fatah al-Sisi, w sierpniowym wywiadzie dla lokalnej gazety w Kairze zaprzeczał, jakoby egipskie siły zbrojne miały w jakikolwiek sposób angażować się w libijski kryzys. Inni komentatorzy wskazują na odpowiedzialność USA/NATO za anonimowe naloty.

Dalsze spekulacje mnożą potencjalnych aktorów w nieskończoność. Wszystko wskazuje na to, że w obecne wydarzenia w Libii zaangażowanych jest co najmniej kilkanaście państw, które starają się modelować rozwój sytuacji i ukierunkowywać go tak, aby współgrało to z ich interesem, jednocześnie tworząc poligon ćwiczebny dla swych tajnych jednostek operacyjnych.

Według raportów ONZ, obecne walki o Trypolis wygenerowały już ponad 250 tysięcy uciekinierów z ogarniętych konfliktem rejonów. Niektórzy analitycy wskazują, że obecne starcia zadają krajowi więcej strat ludzkich i materialnych od powstania w 2011 roku, które w ciągu 8 miesięcy doprowadziło do obalenia autokratycznych rządów pułkownika Kadafiego.

W samym Bengazi od co najmniej dwóch miesięcy ostatnim bastionem rządowych sił pozostaje otoczone lotnisko, o które trwają zażarte walki. Tylko w tym tygodniu, przyniosły one co najmniej 17 ofiar śmiertelnych i znacznie więcej rannych. Po zdobyciu przez islamistów portu lotniczego, uznawany przez społeczność międzynarodową rząd na „emigracji wewnętrznej” w Tobruku najprawdopodobniej popadnie w zupełną izolację i będzie zmuszony złożyć broń przed autorami operacji „Świt Libii”.

Daniel Dyduk

Na podstawie: ibtimes.com, english.alarabiya.net, presstv.ir, aljazeera.com

Zdjęcie: Libijczycy w mieście Szahat protestują przeciw rozszerzaniu prerogatyw Generalnego Kongresu Narodowego, zdominowanego przez islamistów.  za: Wikipedia.org

Dominik Kopiński jest ekonomistą zajmującym się ekonomią rozwojową, makroekonomią oraz rynkiem surowców w Afryce. Z PCSA związany jest od 2010 roku.